Książki

Po nocy przychodzi cień, czyli Lucjan o książce Anny Bolavy „W ciemność”

Z czym kojarzy wam się czerwiec? Z początkiem wakacji, słońcem, zapachem łąki i ciepłym deszczem czy raczej z betonową duchotą przed burzą, niemiłymi zapachami w komunikacji miejskiej i narastającym przedurlopowym zmęczeniem? Zapewne wszystko zależy od sytuacji. Dla Anny, głównej bohaterki i jedynej narratorki książki „W ciemność”, czerwiec to ulubiony miesiąc w roku – czas najbardziej obfitych zbiorów.

Anna mieszka samotnie gdzieś na czeskiej wsi i choć na życie zarabia tłumaczeniami dla praskiej agencji, jej jedyną pasją i sensem istnienia są zioła. Zbiera je w ilościach hurtowych i co wtorek sprzedaje do skupu. Najwięcej pracy ma późną wiosną i latem. Wydaje się, że na niczym więcej jej już nie zależy, a optymalny sposób zrywania kwiatów lipy, dotarcie na trudno dostępne siedliska wiązówki błotnej, cena kilograma dziewanny czy wskaźnik usychalności nagietka to jedyne, czym się naprawdę przejmuje. Ale to nie do końca prawda. Świadomie stara się izolować nie tylko od zdobyczy cywilizacji, takich jak Internet czy telefon, a przede wszystkim od ludzi. Jej kontakty z nimi są w najlepszym razie wymuszone i przelotne, ale wciąż ich opinia na jej temat ma dla niej znaczenie. A nawet to, co sama Anna wyobraża sobie, że o niej myślą. I właśnie te opinie i wyobrażenia są równie istotne co zioła.

lipa

Początkowo, przynajmniej pozornie, nic takiego się nie dzieje. Zielarka prowadzi swoje normalne życie, jeździ rowerem po okolicy w miejsca zasiedlone przez rośliny aktualnie nadające się do zbiorów, czasami kogoś widuje i z rzadka przywołuje jakieś fragmentaryczne wspomnienia z przeszłości. W pewnym jednak momencie coś w jej narracji zaczyna niepokoić. A to jakieś dolegliwości fizyczne, a to opinia na czyjś temat czy wreszcie błahe, lecz dla czytelnika niejasne wydarzenie. Zaczyna być wyraźnie widoczne, że Anna stopniowo się rozpada. Jej ziołowa obsesja (bo inaczej nie da się tego nazwać) narasta, ale sama bohaterka coraz bardziej się gubi. Przychodzą chwile, kiedy już każda chwila jej opowieści wzbudza wątpliwości. Wszak poznajemy tylko jeden punkt widzenia, a staje się on coraz mniej wiarygodny. Cały szereg niejasności wydaje się być halucynacją umysłu umykającego w cień. Temu rozpadowi osobowości wtóruje też zniszczenie fizyczne: bóle głowy, mdłości, rany, wypadające włosy, sine nogi. To wszystko może prowadzić tylko w jedną stronę…

dziewanna

Lucjan musi przyznać, że ma nieco ambiwalentne uczucia w stosunku do tej książki. Z jednej strony bardzo mu się podoba, w jaki sposób autorka pokazuje stopniowe studium rozkładu i wpadania w obłęd. Mistrzowsko buduje atmosferę: trochę duszną, trochę niepokojącą, pozostawiającą czytelnika z podskórnym drżeniem. Osuwanie się Anny w ciemność zostało naprawdę znakomicie napisane. Tak samo jest pod dużym wrażeniem ostatniej sceny i jej kontrastu z wcześniejszą, ale z przyczyn oczywistych ich nie opisze. Z drugiej jednak strony Lucjan ma wrażenie pewnego przegadania. Owszem, rozumie, że monologi Anny, także te okołoroślinne, mają pomóc w budowaniu nastroju całości, tylko jest ich jakby ciut za dużo. Być może pewne cięcia wyszłyby książce na lepsze. Ponieważ to debiut prozatorski Anny Bolavy (która wcześniej dała się poznać jako poetka), pozostaje tylko czekać na następną jej powieść.

Kategoria według Lucjana: niepokojąca

 

Autorka: Anna Bolavá

Tytuł: W ciemność

Tytuł oryginalny: Do tmy

Tłumaczenie: Agata Wróbel

Wydawnictwo: Czeskie klimaty

Rok wydania: 2017

Cena: ok. 27 zł

263255

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s