Książki

Z ciszy i śmiechu, czyli Lucjan o książce „Lud. Z grenlandzkiej wyspy” Ilony Wiśniewskiej

Podobno podróże kształcą, nawet te całkiem krótkie. Zetknięcie z nowymi ludźmi i miejscami, czasem z odmienną kulturą i językiem musi zostawić po sobie jakiś ślad. Dobrze, gdy te wrażenia dotyczą dalekiej Północy.  Jeszcze lepiej, gdy zostaną   zawarte w książce. A najlepiej, gdy napisze ją Ilona Wiśniewska.

Po Spitsbergenie i Finnmarku autorka wyrusza na Grenlandię, a konkretnie do niewielkiej miejscowości Uummannaq, położonej na wysepce o tej samej nazwie, gdzie mieści się najdalej na północ wysunięty dom dziecka, w którym pracuje przez trzy miesiące. Przez ten czas spotyka najrozmaitszych ludzi, którzy dzielą się z nią swoimi historiami. Są tutaj jej wychowankowie, współpracownicy z różnych zakątków świata, miejscowi myśliwi i rybacy, lekarz, nauczyciel, muzycy i artyści, kucharz celebryta, a nawet była premier Grenlandii. Ich opowieści, choć całkiem różne, tworzą kompleksową panoramę największej wyspy świata. Od wieków kolonia duńska, po roku 1953 weszła z ograniczoną autonomią w skład Królestwa Danii, ale wciąż jest traktowana jak jego gorsza siostra. W powszechnej opinii Grenlandczycy są mało inteligentni, zacofani, za dużo piją oraz charakteryzują się dużym odsetkiem samobójstw, zwłaszcza wśród młodych ludzi. Wiśniewska ustami swych bohaterów po kolei rozprawia się z tymi stereotypami, wyjaśnia, skąd się wzięły i jak wpływają na życie codziennie przeciętnego mieszkańca wyspy.

„Quallunat [biali] za dużo gadają, bo boją się ciszy. A my jesteśmy z ciszy.”

greenland-1963004__340

Opowiada o latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, kiedy to w ramach programów rządowych przesiedlano wielopokoleniowe rodziny do bloków, a dzieci (czasami przymusowo) wysyłano do Danii do szkół. Rozbijanie rodzin i odwiecznego porządku życia dokonywało się, rzecz jasna, w imię postępu i cywilizacji. Mówi o wciąż istniejącej nierówności płac między oboma narodami, o pogardzie, z jaką traktują Inuitów niektórzy Duńczycy.  Ale opisuje też kaffemiki – otwarte przyjęcia dla wszystkich, wydawane z każdej niemal okazji: urodzin, pogrzebu czy udanego polowania. Relacjonuje również polowania czy łowienie ryb spod lodu, udane koncerty czy sukcesy Grenlandczyków w różnych dziedzinach życia, ale przede wszystkim opowiada o wspólnocie.  Ludzie, którzy ją tworzą, są mocno związani z naturą. Jej rytm od wieków wyznaczał czas na wszystko. Nawet obecnie, mimo istniejącej na wyspie cywilizacji, polowania i rybołówstwo są ekonomiczną koniecznością. Statki z zaopatrzeniem nie kursują przez kilka miesięcy, gdy morze jest zamarznięte, a zapasy nawet w sklepach szybko się kończą. Inuici to lud wierzący w naturę, ale także w ciszę i śmiech. Nie odzywają się bez potrzeby, stąd pewnie opinia o ich ograniczeniu umysłowym. Przy czym, jak już zdecydują się na rozmowę, nie ma dla nich tematów tabu. Do tego dużo się śmieją, zarówno w trakcie dyskusji, jak i zamiast niej.

 „Grenlandia na zawsze podnosi brwi i kąciki ust.”

Wiśniewska snuje swoją opowieść, przeskakuje między osobami, tematami czy nawet czasami, tworząc wielką grenlandzką mozaikę. Nie ma tu jednej ciągłej linii narracyjnej czy myśli przewodniej. To bynajmniej nie jest zarzut i w najmniejszym nawet stopniu nie utrudnia lektury. Czytelnik wraz z nią przenosi się z koncertu w jedynym miejscowym lokalu do programu czołowych grenlandzkich partii politycznych, a stamtąd do jazdy taksówką po zamarzniętym morzu czy piętnastowiecznych mumii odnalezionych w Qilakitsoq.  A nad tym wszystkim króluje cisza, przerywana czasami tylko przez wszechobecne psy.

greenland-889760_960_720

Ilona Wiśniewska ma w sobie dar wyszukiwania ciekawych rozmówców, a przede wszystkim dar słuchania. W żadnym momencie nie ocenia, podaje fakty ustami opowiadających je ludzi i tylko gdzieniegdzie dodaje, jakby mimowolnie, swoją reakcję. Nie emocjonalną, bardziej fizjologiczną: przy jednej rozmowie rozdrapuje paznokciem linię na dłoni, po innej godzinami wpatruje się w księżyc. Grenlandczycy nie mówią o uczuciach, autorka również stara się ich unikać, ale w większości przypadków czytelnik nie ma wątpliwości co do ich istnienia. Komentarze odautorskie, krótkie wtrącenia, spostrzeżenia czy opisy gestów, wyglądu okolicy – tymi środkami potrafi przekazać naprawdę wiele. W różnych momentach dotyka wielu trudnych tematów. Ale najbardziej bolesne jest to, o czym nie wspomina…

Kategoria według Lucjana: wnikliwa

 

Autor: Ilona Wiśniewska

Tytuł: Lud. Z grenlandzkiej wyspy

Wydawnictwo: Czarne

Rok wydania: 2018

Cena: ok. 33 zł (książka), ok. 28 zł (ebook)

lud

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s