Książki

Tam dom twój, gdzie…, czyli Lucjan o książce „Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek” Mary Ann Shaffer i Annie Barrows

Lucjan czasami bywa impulsywnym czytelnikiem: choć zwykle sięga po książkę, bo słyszał na jej temat dobre opinie lub zainteresował go opis wydawcy (w dodatku wciąż jest na tyle naiwny, że zwykle takowemu wierzy…), ale zdarza się też, że zaintryguje go okładka lub tytuł. I z tym ostatnim przypadkiem mamy do czynienia dzisiaj. „Klub miłośników literatury i placka z ziemniaczanych obierek”? – temu kompletnie nie umiał się oprzeć. Dlaczego akurat z obierek i co to ma wspólnego z literaturą?  Tytuł obiecywał dwie rzeczy, które Lucjan lubi najbardziej: książki i jedzenie. Jednocześnie miał też silne podejrzenie, że to kolejna pozycja z pewnego dość popularnego nurtu sławiącego spokojne życie w wydaniu kulinarno-krajobrazowym. Sami wiecie: bohaterka po obowiązkowych przejściach spontanicznie wyjeżdża gdzieś na Południe, gdzie w pięknych okolicznościach przyrody celebruje wspaniałe posiłki w przyjaznym otoczeniu nowych sąsiadów, poznaje też Jego, co całkowicie odmienia jej dotychczasowe życie. Mimo wszystko Lucjan postanowił spróbować i nie żałuje.

joanna-kosinska-44214-unsplash

Akcja książki rozpoczyna się w styczniu 1946 roku. Wtedy to panna Juliet Ashton – świeżo po wydaniu zbioru humorystycznych felietonów – szuka tematu na nową książkę. W jej życiu sporo się dzieje: rusza w intensywną trasę promocyjną, poznaje tajemniczego amerykańskiego milionera oraz… dostaje list od nieznajomego z wyspy Guernsey. W nim niejaki pan Dawsey Adams napomyka m.in. o Stowarzyszeniu Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek, do którego należy. Na tyle intryguje tym Juliet, że ta podtrzymuje korespondencję, do której przyłączają się stopniowo pozostali członkowie Stowarzyszenia. Przede wszystkim piszą o sobie, swoich okupacyjnych przeżyciach, a także o pieczonym prosiaku, który dał początek całej historii. Intensywna korespondencja kwitnie i w pewnym momencie pisarce nie pozostaje nic innego, jak tylko wybrać się na Guernsey, by osobiście poznać swych nowych przyjaciół. Ale to nie jedyny powód jej podróży…

Cała książka jest napisana w formie listów: Juliet do swojego wydawcy i przyjaciela Sidneya, jego siostry Sophie oraz mnóstwa mieszkańców wyspy, nie tylko tych związanych ze Stowarzyszeniem. Lucjan przyznaje, że powieść epistolarna należy do jednego z trudniejszych gatunków, zwłaszcza gdy korespondencję prowadzi tak wiele różnych osób. Nie istnieje żaden narrator, nie można wspomóc się dialogiem czy opisem wyglądu bohatera w danej sytuacji – wszystko istnieje tylko w listach i od ich autorów zależy szczegółowość oddania konkretnej sceny. Sztuką jest odpowiednie ich zindywidualizowanie, wszak (przynajmniej teoretycznie) piszą je najrozmaitsze osoby o różnych charakterach i stylach. Tutaj niestety autorki książki nie do końca wywiązały się z tego zadania. Owszem, wszystkie listy są barwne i rozbudowane, momentami zabawne, kiedy indziej wzruszające lub smutne, a czasem całkiem zwyczajne, ale jednak mało różnorodne. Lucjan ma wrażenie, że jednak większość z nich jest do siebie stylistycznie podobna, co raczej nie przydaje całej sytuacji prawdopodobieństwa. Jakoś nie wydaje mu się, aby wykształcona pisarka posługiwała się tym samym językiem co nieśmiały farmer żyjący na odludziu lub wiejska zielarka. To nawet nie chodzi o wykształcenie czy warunki życiowe poszczególnych osób (bo kto powiedział, że hodowca świń nie może być równocześnie erudytą?), ale o odmienność charakterów. Książka rozpoczyna się od listów samej Juliet (zresztą to ich będzie najwięcej) i są one naprawdę świetne: rozbudowane, szczegółowe, z licznymi przebłyskami humoru, a czasem pytaniami, nie zawsze subtelnymi – po prostu interesujące. Od razu widać, jaką osobą jest ich autorka:  sympatyczną, inteligentną, dowcipną, ciekawą wszystkiego (momentami nawet ciekawską) i bardzo otwartą. Trudno więc uwierzyć, by każdy inny bohater był dokładnie taki sam, zwłaszcza dość wycofany i niewykształcony Dawsey. Ale o tych jego cechach wiemy tylko z korespondencji innych, bo w jego własnej absolutnie nic na to nie wskazuje. I to jest właśnie trudność w wiarygodnym przedstawieniu charakterów w powieści epistolarnej.

annie-spratt-420497-unsplash

Chociaż cała historia rozgrywa się już po zakończeniu wojny, duża jej część powraca do czasów pięcioletniej okupacji Guernsey przez Niemców. To przede wszystkim im (oraz pieczonemu prosiakowi!) Stowarzyszenie zawdzięcza swoje powstanie. Może jednak historia to niezupełnie właściwe słowo: raczej zbiór scenek i wspomnień. Owszem, jakoś się ze sobą zazębiają, można utkać z nich pewien obraz życia na Guernsey nie tylko za czasów okupacji, ale też tego powojennego. To nie jest zarzut, bo chyba trudno by było z listów najrozmaitszych osób utworzyć jedną, całkowicie spójną i linearną historię. Właśnie to przenikanie planów czasowych Lucjanowi bardzo się podobało. W niecały rok po zakończeniu wojny wspomnienia o niej są wciąż świeże i nie da się ich wyrzucić z pamięci, szczególnie tych bardziej znaczących, więc nic dziwnego, że się do nich wraca. Nie dość, że członkowie Stowarzyszenia sami zaprzyjaźnili się niemal przypadkiem i odkryli przy tym przyjemność płynącą również z literatury (chociaż każdy preferuje inny jej rodzaj – Lucjanowi przypadła do gustu pani, która czytuje wyłącznie jedno dzieło – własną książkę kucharską i biada temu, kto jej nie doceni), to jeszcze interesuje się nimi pisarka z Londynu i wkrótce ją też będą mogli nazywać przyjaciółką.

fishing-boat-2392943__340

Kolejnym plusem jest oddanie szczegółów obyczajowych. Te rozterki Juliet, gdy sprawia sobie pierwszą nową sukienkę od kilku lat lub gotowanie warzyw w morskiej wodzie za czasów okupacji. W książce jest sporo takich drobiazgów pieczołowicie budujących atmosferę. Oczywiście, nie brakuje również bardziej uniwersalnych wydarzeń, jak bombardowań Londynu, ewakuacji dzieci z Guernsey w przeddzień wkroczenia nań Niemców czy hitlerowskich obozów koncentracyjnych, ale one podane są niejako mimochodem i przefiltrowane przez osobiste doświadczenia poszczególnych osób.

Wbrew przywoływanym powyżej dramatycznym wydarzeniom Lucjan w żadnym wypadku nie określiłby „Stowarzyszenia” jako książki o wojnie. Bardziej jest to ciepła powieść o grupie ludzi, którzy robią swoje i przeżywają życie ze wszystkimi jego wzlotami i upadkami, a przy znoszeniu tych ostatnich radzą sobie dzięki bliskim. I na tym optymistycznym stwierdzeniu na dzisiaj już zakończy.

 

Kategoria według Lucjana: przyjemna

 

Tytuł: Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek

Autorki: Mary Ann Shaffer i Annie Barrows

Tytuł oryginalny: The Guernsey Literary and Potato Peel Pie Society

Tłumaczenie: Joanna Puchalska

Wydawnictwo: Świat Książki

Rok wydania: 2016

Cena: ok. 28 zł (książka), ok. 25 zł (ebook)

T197097

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s