Seriale

Daleko od Zielonego Wzgórza, czyli Lucjan o serialu „Ania, nie Anna”

Lucjan nigdy nie przepadał za Anią Shirley (szczególnie w pierwszym tomie cyklu Lucy Maud Montgomery), ale właśnie skończył oglądać drugi sezon serialu luźno opartego na książce „Ania z Zielonego Wzgórza”. Trochę niekonsekwentnie, prawda? Nasłuchał się jednak i naczytał tylu pozytywnych opinii: że świeże spojrzenie, że prawdziwe życie, że dodanie i podkreślenie wątków społecznych, że świetni aktorzy i piękne plenery – tak więc nie miał wyjścia i zaczął oglądać.

Streszczenie sobie Lucjan daruje, bo zakłada, że każdy mniej więcej wie, o co chodziło w książce. To klasyka, bądź co bądź. Jednak musi jednocześnie podkreślić, że twórcy serialu momentami dość mocno odeszli od powieści. Dopisanie nowych wątków, postaci czy przeniesienie akcentów to w sumie dość normalne zjawisko w przypadku ekranizacji i zwykle Lucjan jest w stanie to zaakceptować z mniejszymi czy większymi oporami – pod warunkiem, że duch oryginału jest jednak zachowany. Tylko co to właściwie oznacza? To pojęcie szalenie trudne do zdefiniowania, ale głównie chodzi o to, by nie zmienił się gatunek opowieści, czyli np. powieść obyczajowa, osadzona w niewielkiej wiejskiej społeczności nie zamieniła się nagle w kryminał czy film przygodowy z elementami kina moralnego niepokoju lub wręcz w zombie apokalipsę (tak przy okazji: zetknął się ktoś z przedziwnym tworem kinematografii pt. „Duma i uprzedzenie i zombie” na motywach powieści Jane Austen? To tak koszmarny film, że aż trzeba go obejrzeć, najlepiej w większym towarzystwie i z dużą ilością alkoholu). „Ania, nie Anna” wychodzi od sielskiego, choć nie pozbawionego trudnych momentów, obrazu do czegoś w rodzaju zbiorczej panoramy wszelkich społecznych wątków, jakie tylko zdaniem scenarzystów powinny zostać zawarte w serialu XXI wieku.

Anne-12

I to właśnie z nimi Lucjan ma największy problem. Niektóre z nich świetnie wpisały się w historię zagubionej nastolatki: traumatyczne retrospekcje Ani z sierocińca, jej pierwszy okres, dziewczyńskie dyskusje o pocałunkach czy nawet partnerka cioci Józefiny.  Ze zrozumiałych względów nie mogły być poruszone w książce dla młodzieży napisanej ponad sto lat temu. Inne, które mogłyby się tam pojawić, jak np. przepaść społeczna dzieląca sierotę, ale adoptowaną przez statecznych gospodarzy, od najemnego parobka, wydawały się w tamtych czasach oczywiste, więc nie było potrzeby podkreślania tego stanu rzeczy – też się Lucjanowi podobały. To właśnie w nich znalazł ten zachwalany realizm. Natomiast w pewnym momencie autorzy serialu postanowili chyba powrzucać do niego wszystko, co tylko wydaje się ważnym problemem społecznym, zupełnie nie dbając o prawdopodobieństwo, logikę i jakąś wewnętrzną spójność opowieści. Oszustów na Zielonym Wzgórzu jeszcze jakoś Lucjan przełknął (chociaż z wielkim trudem), ale przy Gilbercie pracującym na parowcu jako palacz, całkiem się załamał. Oprócz takich kwiatków serial oferuje również szeroki wachlarz tematów, takich jak np. ksenofobia, rasizm, feminizm (sufrażystki w Avolnea – świat się kończy!), homoseksualizm w dużym wyborze, niewolniczą pracę, uliczny poród prostytutki na egzotycznej wyspie (bo dlaczego sobie pożałować) i jeszcze parę innych. Lucjan już prawie czekał na bitwę z piratami, najazd kosmitów lub epidemię AIDS do kompletu. Problem z tymi wątkami jest na ogół taki, że, po pierwsze, z punktu widzenia historii o Ani są najczęściej zbędne, a po drugie, zostały przedstawione mocno tendencyjnie. Jeżeli w szkole jest chłopiec, pięknie rysujący, potrafiący zaplatać warkocze i lepiej dogadujący się z dziewczynkami – wiadomo, że to gej. Niestety, wyszła z tego czysta sztampa. Dziwi to tym bardziej, że jednak naczelnym przesłaniem całego serialu jest tolerancja dla odmienności – i nieważne, czy odmieńcem jest sierota, homoseksualista czy czarnoskóry. Dlaczego więc, broniąc tych innych, pokazano ich według jednak dość krzywdzących schematów?

anne-3

Kolejną sprawą jest charakter postaci. Na pewno z serialu możemy dowiedzieć się więcej o bohaterach czy ich motywacjach niż z książki. Są o wiele bardziej wielowymiarowi, bardziej wyraźni. Np. pan Philips – w powieści Lucy Maud Montgomery był jedynie surowym nauczycielem, a tutaj staje się człowiekiem miotanym wieloma wątpliwościami. Oczywiście, wciąż jest surowy i mało sympatyczny, ale też bardziej ludzki. Albo cudowne momenty, gdy Maryla jest na progu oczarowania o wiele młodszym mężczyzną. Ale i tutaj czasami twórcy potrafią przesadzić. Chyba po wrzuceniu tylu rozmaitych wątków do jednego wora, czasem zapominali, jaka powinna być napisana przez nich postać i w związku z tym momentami zachowywali się mało zgodnie ze swym wcześniejszym charakterem albo błyskawicznie ewoluowali, co nie miało swego logicznego uzasadnienia w scenariuszu. Lucjan ujmie to w ten sposób: niektórzy narzekają, że we współczesnych filmach niektórzy nie mają swojego indywidualnego charakteru, w „Ania, nie Anna” mają go czasem za dwóch…

Ale dość marudzenia, najwyższy czas przejść do plusów. Oprócz pochwalonych wcześniej kilku nowych wątków czy scen, największym atutem są aktorzy. Zwłaszcza Amybeth McNulty, odtwarzająca rolę tytułową, jest świetna: egzaltowana, spontaniczna, ale, gdy trzeba, potrafi też być poważna czy skupiona. Reszta obsady nie pozostaje za nią w tyle, może tylko Lucas Jade Zumann, grający Gilberta, ma czasem słabsze momenty, ale też daje radę.

anne-with-an-e

Poza tym serial ma świetne zdjęcia: kadry są doskonale skomponowane i dostosowane do nastroju danej sceny. Ktoś powie, że przy takich krajobrazach  (a jest ich wiele, i co jeden, to lepszy), to żadna sztuka. Ale też sceny kameralne wypadają bardzo dobrze. Tak więc strona wizualna jest naprawdę niezła.

W ramach podsumowania Lucjan powie tak: tym, którzy dobrze wspominają lekturę „Ani z Zielonego Wzgórza” raczej serial się nie spodoba, ale gdyby go traktować jako całkiem odrębną historię, panoramę pewnego społeczeństwa sprzed stu lat… to kto wie?

 

Kategoria według Lucjana: przekombinowana

 

Tytuł: Ania, nie Anna

Tytuł oryginalny: Anne with an E

Twórczyni: Moira Walley-Beckett

Data emisji: od 2017 roku

W Polsce dostępny na platformie Netflix

ania

Reklamy

Jedna myśl na temat “Daleko od Zielonego Wzgórza, czyli Lucjan o serialu „Ania, nie Anna”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s