Książki

Maski coraz inne się nakłada, czyli Lucjan o „Zagubionym autobusie” Johna Steinbecka

Literatura światowa pełna jest przykładów, gdy jakieś przypadkowe spotkanie zmienia czyjeś życie, doprowadza do zaskakującego zwrotu akcji czy wręcz całkowicie odwraca losy świata. Większość z tego rodzaju motywów wydaje się bazować na sprawczej sile przypadku, bez którego nie może się wydarzyć niemal nic istotnego. Oczywiście w tym miejscu Lucjan mocno generalizuje, aby pokazać pewną ogólną i dość popularną konwencję. John Steinbeck w „Zagubionym autobusie” też pozornie poszedł tym tropem, tylko co naprawdę u niego z tego wynikło?

Noblista opowiada tu historię ludzi, których awaria środka transportu zgromadziła w położonym na uboczu zakątku Kalifornii: Rebel Corners, które jest równocześnie kawiarnią, punktem obsługi pojazdów oraz stacją lokalnej linii autobusowej. Miejsce to należy do małżeństwa Chickoy: Alice prowadzi gastronomię, a Juan zajmuje się warsztatem oraz jest kierowcą autobusu, obdarzonego wdzięcznym mianem Sweetheart. Wspomniana wyżej usterka uniemożliwiła kilku pasażerom dalszą podróż, tak że byli zmuszeni do przenocowania na stacji. Z powodu braku miejsc, właściciele oddali im nawet łóżka swoje oraz swoich pracowników, a sami usiłowali noc spędzić na krzesłach. Cała akcja, jeśli tylko można ją tak nazwać (do tego Lucjan powróci trochę później), rozpoczyna się porankiem po owej trudnej nocy. Do tych osób dołączy też kilkoro nowych pasażerów, którzy również chcą dostać się do San Juan de la Cruz. Na szczęście usterka została naprawiona i wszyscy mogą już wyruszyć w wyczekaną drogę. Jeśli chodzi o wydarzenia, to już w zasadzie wszystkie: poranek w Rebel Corners oraz podróż autobusem. Brzmi niezbyt zachęcająco? Spokojnie, to tylko pozory.

WaywardBus

Pierwsze wydanie powieści

 Siłą tej powieści nie jest wcale niemal nieistniejąca akcja, ale jej bohaterowie. Zupełnie przypadkowi ludzie, którzy zmuszeni są do spędzenia ze sobą trochę czasu. Żaden z nich nie został wykreowany na główną postać, można wręcz powiedzieć, że każdemu autor poświęcił tyle samo czasu, że wszyscy są głównymi bohaterami: pragmatyczna Alice, praktyczny Juan, nieśmiała Norma, zakompleksiony Pryszcz, sprytny Ernest, eleganccy Pritchardowie, ich zbuntowana córka Mildred, niezadowolony Van Brunt, czy atrakcyjna Camille. Bo tym, co najbardziej interesuje Steinbecka, są właśnie ludzie. Ciekawi go w nich absolutnie wszystko: jak wyglądają, jak się zachowują, co przeżyli, o czym myślą. To humanizm w jego najczystszym sensie. Już przy pierwszym spotkaniu z daną postacią, autor serwuje czytelnikowi jej szczegółowy opis, a przy każdym następnym tylko go pogłębia. Może słowo „opis” brzmi tutaj nieco zbyt sucho, to bardziej wieloaspektowa panorama każdego z osobna, ale też w powiązaniu z innymi. I powoli się okazuje, że Juan nie jest wcale tak praktyczny i zaradny, jak to wygląda na pierwszy rzut oka, a Norma ma w sobie coś więcej niż nieśmiałość i ostrożnie romantyczne marzenia. To wszystko to tylko upraszczające etykiety na użytek w pierwszej kolejności obcych, ale również tych najbliższych. Autor wnikliwie sięga po to, co się pod nimi kryje i rozgryza niczym najwytrawniejszy z psychologów. Dużo uwagi poświęca marzeniom, wychodząc zapewne z założenia, że pragnienia są jednym z najważniejszych aspektów, które identyfikują czy opisują danego człowieka. Wcale nie najmniej ważnym z owych pragnień są pragnienia seksualne. Ponieważ powieść po raz pierwszy została wydana w 1947 roku, owa seksualność jest dyskretna, ukryta głównie w tajonych potrzebach bohaterów, ale wciąż istniejąca i nie dająca o sobie zapomnieć. Lucjan długo się zastanawiał, ale nie mógł sobie przypomnieć innego pisarza z taką maestrią odkrywającego meandry ludzkiej psychiki, nie do końca uświadomione motywacje, a wszystko napisane takim językiem, że nie można się oderwać od lektury.

Tak jak już Lucjan wyżej wspomniał, trudno w przypadku „Zagubionego autobusu” mówić o akcji w ścisłym tego słowa znaczeniu. Nie oznacza to jednak, że w książce nic się nie dzieje. Wręcz przeciwnie, wydarzeń jest całkiem sporo: naprawa autobusu, poranna toaleta, padający deszcz, czytanie cudzego listu, rozmowa w kawiarni, pakowanie bagaży, prezentacja komiwojażera, głosowanie pasażerów dotyczące trasy przejazdu, małżeńska kłótnia i wiele innych. Może o żadnym z nich nie zwykło się myśleć jako o czymś zmieniającym bieg świata, ale na poziomie poszczególnych jednostek mogą mieć one olbrzymie znaczenie. Tutaj świetnym przykładem jest króciutka rozmowa Pryszcza z Juanem w warsztacie – dzięki niej ten pierwszy uznał ten dzień za najwspanialszy w swoim życiu. A chodziło tylko o to, że pryncypał obiecał już nie nazywać chłopaka może zasłużonym, ale mało apetycznym przezwiskiem, ale zacząć się zwracać do niego po imieniu. Trywialne? Być może, ale to właśnie z takich drobiazgów składa się życie każdego z nas. I właśnie o tych najzwyczajniejszych codziennych sprawach i zwykłych ludziach pisze Steinbeck.

Steinbeck-stamp-300

Znaczek z podobizną Steinbecka, wydany w Stanach w 1979 roku

Do tej pory było wyłącznie o plusach: wspaniale wykreowanych bohaterach, wciągających zdarzeniach dnia codziennego i subtelnych interakcjach pomiędzy postaciami. Do tej listy Lucjan jeszcze by dopisał soczyste opisy przyrody (to nie to, co myślicie! Odznaczają się niesamowitą plastycznością i czymś w rodzaju interdyscyplinarności) i fenomenalny język. Teraz zaś coś, co nie jest minusem samym w sobie, ale dla niektórych czytelników może być nieco rozczarowujące. Mianowicie książka ma całkowicie otwarte zakończenie. Zamysłem autora było zamknięcie akcji w jednym dniu: od rana do wieczora i tak właśnie zrobił, urywając powieść niemal w połowie słowa. Nie podsumowuje wydarzeń, nie zostawia żadnych wyjaśnień i oczywiście nie zająkuje się nawet o dalszych losach bohaterów. A biedny czytelnik pozostaje z mnóstwem pytań…

Lucjan niestety nie posiada językowej sprawności  noblisty, który jednym celnym zdaniem potrafi podkreślić zarówno wnętrze, jak i zewnętrzne pozory postaci czy przenieść narrację na zupełnie odmienny tor, ale podkreślić musi jedno – to powieść znakomita, w dodatku niesamowicie wciągająca, od której nie można oderwać się nawet na chwilę. Lucjana nieco dziwi fakt, że „Zagubiony autobus” zaliczany jest do najsłabszych książek Steinbecka, ale na jego prywatnej top liście na pewno mieści się w pierwszej piątce najlepszych powieści, jakie czytał w ciągu ostatnich kilku lat. A poza tym,  jak najszybciej wybiera się do biblioteki, aby pożyczyć też te „lepsze” dzieła autora.

 

Kategoria według Lucjana: nieoczywista

 

Autor: John Steinbeck

Tytuł: Zagubiony autobus (inne tłumaczenie: Autobus do San Juan)

Tytuł oryginalny: The Wayward Bus

Tłumaczenie: Andrzej Nowicki

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Rok wydania: 2016 (pierwsze polskie wydanie: 1961)

Cena: ok. 30 zł (książka), ok. 28 zł (ebook)

zagubionyautobus

Reklamy

Jedna myśl na temat “Maski coraz inne się nakłada, czyli Lucjan o „Zagubionym autobusie” Johna Steinbecka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s